Kanały:
Wpisy
Komentarze

Session cause agression

Zaczęło się. Ja cię pierdziuuu…  Dowalili nam (biednym studentom filologii polskiej) w tym semestrze. Chyba najgorsza sesja przede mną.
Może uda mi się nadrobić zaległości po jakimś uspokojeniu się sytuacji uczelnianej. A jest co nadrabiać.

Postanowinie na nowy rock

Strach przed lataniem

Żyjemy (czyżby?) w cywilizacji końca. Jesteśmy, jednym słowem, dupą świata. My, ludzie. Nie, nie Polacy, nie Niemcy, Ruski, Czesi, Amerykańce czy Etiopczycy. My, czyli ludzie. Raz po raz strzela się do prezydenta (nawet tego mniejszego), raz po raz ktoś knuje coś na korzyść kogoś, raz po raz ktoś ginie, bo ktoś inny miał plan. Czytaj dalej »

Listopad

No, przyznać trzeba, że zaniedbałem swój kącik. Mam nadzieję, że się to nie powtórzy.

Nic wielkiego jednak się nie wydarzyło. Jedynie marazm i szarość dnia. Szarość i kruchość, bo to się zdarza rzadko, by dzień tak łatwo z nocą przegrywał. A przegrywa coraz częściej i szybciej. Nie żebym miał do niego pretensje. Skąd marazm? Z niemocy chyba. To znaczy, wiem, że mam wiele do zrobienia, ale nie robie, bo nie mogę, bo nie umiem, bo nie chcę, bo… No właśnie tak wygląda u mnie marazm. Całkowita nijakość barw, nijakość zdań i słów. Jedyne słowa barwne, jakie się u mnie pojawiają, kieruję do jednego tylko elementu tego świata, na którym mi zależy. Reszta jest milczeniem. Czytaj dalej »

Hiphopowi popaprańcy

Są na świecie rzeczy silnie drażniące. Dla niektórych pyłki traw czy kwiatów, dla innych sierść kota czy psa, dla innych jeszcze są to roztocza czy kurz. Dla mnie takim drażniącym czynnikiem jest banda spuściportów (bo nie nazwę ich hiphopowcami, ani, TYM BARDZIEJ, raperami) zebranych wokoło tego, z najgłośniej grającą komórką, którzy siedzą w autobusie i całemu gremium każą słuchać swojej świetnej muzyki. Czytaj dalej »

I odpuść nam…

Nie umiem, nie umiem, do jasnej cholery, nie umiem. Coś we mnie pękło chyba, coś upadło i się stłukło. Straciłem coś, z czego byłem naprawde, naprawdę dumny – potrafiłem sobie odpuścić, czy raczej puścić płazem. Kiedyś… Czytaj dalej »

Widmo

Każdy z nas ma chyba czasami taki dzień, że wydaje mu się, iż jest zupełnie, totalnie, maksymalnie i bezgranicznie sam. Dzisiaj jest mój dzień. Czytaj dalej »

Chcesz w “Ryjka”?

Ciekaw jestem, czy pamięta ktoś jeszcze starego, dobrego “Ryjka”? Tak, tak, tego bez telewizji, Bałtroczyka i biletowego nepotyzmu. Gdzie te czasy, kiedy była to naprawdę impreza dla ludzi – nie tych z kiesą, ale dla młodych ludzi, studentów, zapaleńców sceny kabaretowej, czy też po prostu – zwykłych ludzi? Czytaj dalej »

Impresja Guinness’a

Tak. Stało się. Wreszcie.
Radosnym krokiem wybiegłem z TESCO, wskoczyłem czym prędzej do Czerwonej Błyskawicy i pędęm, za pomocą Połówki, pognałem do domu, pod ręką dzierżąc coś, co miało przysporzyć mi niesamowitych wrażeń tegoż wieczoru.
Oczywiście, oczywiście, nie ma tak lekko – najpierw trzeba wstawić do lodówki, bo ignoranci z TESCO nie wiedzą, jak należycie przechowywać ten artefakt. Tak więc, cztery buteleczki 0,33l wylądowały w lodówce, ja tymczasem zabrałem się za błogie nicnierobienie połączone z lenistwem.
Wreszcie, po dwu godzinach, nadszedł moment prawdy. Otwieram, psssyk. Czytaj dalej »

Show must go on

No i proszę. Znów tutaj jestem. Zaczynam od nowa, a jednak w duchu jakiejś ponadczasowej kontynuacji. Powód znów mam taki sam – potrzeba własnego miejsca. Potrzebne mi coś, co sprawia pozory intymności, będąc zarazem świetnym polem do wyrażania swoich opinii. Takowym miejscem jest dawno zapomniany blog. Mam nadzieję, że tym razem wytrwam trochę dłużej w wyrażaniu siebie. Potraktujmy to raczej jako terapię, niż jako kaprys. Po prostu tego mi właśnie trzeba. Amen.