Ciekaw jestem, czy pamięta ktoś jeszcze starego, dobrego “Ryjka”? Tak, tak, tego bez telewizji, Bałtroczyka i biletowego nepotyzmu. Gdzie te czasy, kiedy była to naprawdę impreza dla ludzi – nie tych z kiesą, ale dla młodych ludzi, studentów, zapaleńców sceny kabaretowej, czy też po prostu – zwykłych ludzi?
Dzisiaj jest tak, że aby dostać bilety, trzeba przynieść do kasy pistolet. Może mierząc w głowę biletera, lub rozstrzeliwując tę kupę ludzi przed sobą, udałoby się nam dostać bilet. Pytanie, czy byłby to wtedy bilet do raju? Bo tak naprawdę, nie oszukujmy się, “Ryjek” to komercha. Bałtroczyk, nieśmieszne gwiazdy z nieśmiesznych kabaretów i… no tak, i jeszcze “Ryjek Park”, w którym wszyscy będą oddawali się radosnemu aktowi masturbacji i zachwycali się sami sobą.
Ja się pytam, dlaczego zachciało się komuś robić z biednego “Ryjka” festiwal w Cannes? No, błagam, podpisywanie płyt w Focus Parku? Każdego dnia inna mega gwiazda kabaretu? Myślałem, że daleko nam do ubóstwiania jednostek sceny satyrycznej, tak jak ma to miejsce w USA, gdzie gwiazdy te nie są już nawet śmieszne… ale jednak, jednak okazuje się, że bardzo nam za ocean niedaleko.
Czuję, że niedługo rybnickiego “Ryjka” przeniosą nam do studia, albo do większego miasta… bo przecież dbać trzeba o jakość, bo jakość się liczy a nie ilość… gdzie tam ilość… Ech…

