Nie umiem, nie umiem, do jasnej cholery, nie umiem. Coś we mnie pękło chyba, coś upadło i się stłukło. Straciłem coś, z czego byłem naprawde, naprawdę dumny – potrafiłem sobie odpuścić, czy raczej puścić płazem. Kiedyś…
Dlaczego to ja zawsze mam odpuszczać pierwszy? To pytanie pojawiło się całkiem niedawno w kontekście pewnej emocjonalnej sprzeczki. Dlaczego to ja zawsze mam wyciągać dłoń, zawsze mam przepraszać, zawsze mam zdawać się na dumę innych ludzi, którzy widząc moją chęć zaprowadzenia zgody EWENTUALNIE się zgadzają, bratają i inne takie? Pytanie nie takie głupie i nie takie płytkie, jakby się mogło wydawać.
Jedni powiedzą, że to mój chrześcijański obowiązek. I prawda, zgodzę się z nimi. Jednak, cóż ukrywać, mam już dość ciągłego przychodzenia do wszystkich ludzi z podkulonym ogonem. Możliwe, że to wynika z mojego charakteru – dlatego nikt nawet nie pomyśli, żeby mnie przeprosić. Bo, w sumie, to po co? I tak przyjdę z podkulonym ogonem, poproszę, przeproszę, zachowam się jak przystało na szmatkę i będzie zgoda i radość i wieczne uwielbienie. Idąc takim tropem, katolik, albo szerzej, chrześcijanin, nie ma szans w jakichkolwiek negocjacjach, bo musi stawiać siebie w pozycji obronnej. Żeby przypadkiem nie unieść się czymś wobec kogoś. Jak zatem powinien zachować się chrześcijanin?
Drudzy powiedzą, że to przecież wypada, że jeśli coś nawala, to trzeba, będąc gentlemanem, dobrym bliźnim czy czymkolwiek innym, podać dłoń. Ten argument byłby prawdziwy, biorąc pod uwagę moją wrodzoną zdolność do radosnego brania na siebie winy za kompletnie wszystko. Kłótnia – moja wina, przypadkowe zepsucie się czegokolwiek – moja wina, zatonięcie Titanica – moja wina. Najlepiej byłoby, gdyby obwiniono mnie o wszystko, łącznie z tym, że piszę tego bloga.
Czy ja aby nie jestem masochistą, który to chce być winny, chce być taką szmatką dla wszystkich i chodzić z podkulonym ogonem? A może się boję? Może się boję postawić komukolwiek, unieść się, bo może się okazać, że nie jestem wartościowy i moje racje to bzdura i nikt nie będzie chciał ich słuchać, wszyscy będą je bagatelizować? A może…
A może już tak jest.

