Są na świecie rzeczy silnie drażniące. Dla niektórych pyłki traw czy kwiatów, dla innych sierść kota czy psa, dla innych jeszcze są to roztocza czy kurz. Dla mnie takim drażniącym czynnikiem jest banda spuściportów (bo nie nazwę ich hiphopowcami, ani, TYM BARDZIEJ, raperami) zebranych wokoło tego, z najgłośniej grającą komórką, którzy siedzą w autobusie i całemu gremium każą słuchać swojej świetnej muzyki.
To nie jest moment, żeby pisać, że lubię/nie lubię rapu/hiphopu. Powiem otwarcie – nie lubię, co nie oznacza, że nie szanuję. Cypress Hill, Run DMC, w porywach nawet polski Kaliber 44, czy też z bardziej ekwilibrystycznych władców słowa – Łona. Nie lubię natomiast szczerze jednej rzeczy – zgrai dzieciaków, ślepo wierzących w każdy “rym” (tak, tak, to jest zamknięte w cudzysłów, zgadnijcie czemu?), mówiący o blokowisku, psach, sukach, hajsie, flocie, baunsie itp. Mało tego, wysoce zniesmacza mnie fakt, iż owo zbiorowe uwielbienie muzyki chodnikowej przenosi się do miejsc publicznych! Wkurza mnie to, ściślej mówiąc.
Wyobraźcie sobie taką scenę – do autobusu wchodzi człowiek w glanach, ubrany, co tu dużo mówić, na czarno – czarne jeansy, bądź sztruksy, bluza z nieczytelnym logo zespołu. Włosy ma upięte w kucyk, na plecach torbę wojskową/harcerską z naszywkami równie nieczytelnymi, co napis na bluzie. Więc wchodzi, siada na miejscu, wyciąga komórkę – docelowo Nokia 5220 – muzyczny telefon, załącza sobie kawałek Behemotha “Christians To The Lions” i słucha. Idę o zakład, że ktoś nie wytrzyma. Idę o zakład, że ktoś będzie na tyle zniesmaczony, żeby powiedzieć młodemu wilkowi, aby ściszył muzę, dał sobie ją na słuchawki, albo cokolwiek. A teraz wyobraźcie sobie, że kilka przystanków dalej wsiada inny przedstawiciel wyżej wymienionego gatunku i za pomocą tego samego narzędzie (np. Nokii 5220 – znienawidzę tę komórkę) zapodaje sobie, np. Dimmu Borgir, albo lepiej, Gorgoroth. Kto wytrzyma najdłużej nie zatykając uszu?
Oczywiście, nie twierdzę, że hiphop jest lepszy od metalu, bo na hiphop nikt nie reaguje w autobusie. Wręcz przeciwnie, jest o tyle gorszy, że ludzie przywykli już do muzyki w stylu: KA-BUM..ty kurwo…KA-BUM…te jebane psy…KA-BUM…ale mamy flotę…KA-BUM…jesteś fajna, aj…KA-BUM…nie pierdol…KA-BUM.
Niech mi ktoś wyjaśni, czy osobnik rodzaju ludzkiego, nie może zrozumieć, że dla części społeczeństwa muzyka hiphopowa nie stanie się fajniejsza, gdy będzie się jej słuchać z marnej jakości empetrójek puszczanych w autobusie na komórce?! Czy aż tak popadli w kompleksy, by dowartościowywać się w ten sposób…
Jutro wezmę do torby boom-boxa i w autobusie puszczę sobie np. “Master of puppets”. Ciekawe, czy ich zagłuszę…


“Niech mi ktoś wyjaśni, czy osobnik rodzaju ludzkiego, nie może zrozumieć, że dla części społeczeństwa muzyka hiphopowa nie stanie się fajniejsza, gdy będzie się jej słuchać z marnej jakości empetrójek puszczanych w autobusie na komórce?! Czy aż tak popadli w kompleksy, by dowartościowywać się w ten sposób…”
Tu nie chodzi o to, waćpanie.
Chodzi o pokazanie swej “zajebistości”, w każdym możliwym miejscu. O “rozpowszechnianie muzyki hip hop”. Wszystko jest dobrze, dopóki nie nasunie się jedno zasadnicze pytanie.
Czy rzucanie kobiet lekkich obyczajów (kurw) co wers, zachrypnięty, odpychający głos, co raz żałośniejsze bity, można nazwać muzyką? I don’t think so.
“Jutro wezmę do torby boom-boxa i w autobusie puszczę sobie np. “Master of puppets”. Ciekawe, czy ich zagłuszę…”
Powodzenia. (: