Trochę żal

Kawior i popiłó

Książka Marci Shore

Czasami trafiamy na takie książki, które pomimo naszych dość zimnych odczuć w stosunku do tematu jaki poruszają, nie pozwalają nam przerwać lektury, wciągają. Tak też jest w przypadku książki Shore, która – pomimo mojego sceptycznego podejścia do omawianego problemu – wciągnęła mnie, wręcz zawładnęła mną. Bo czyż najlepszym dowodem nie będzie to, że to właśnie ona, a nie jakiś dobry kryminał, czy w moim przypadku ładnie skrojona fantastyka, powędrowała ze mną na zeszłoroczny urlop nad bułgarskie wybrzeże?

Słów kilka o autorce i jej stylu – Marci Shore, wyraźnie rozmiłowana w literaturze polskiej, pracowniczka Uniwersytetu Yale, badaczka historii literatury, lub historii i literatury, napisała książkę, która na pierwszy rzut oka wydać się może dla czytelnika dość… nudna. To znaczy, jak autorka sama we wstępie wyznaje, jest to praca zdecydowanie naukowa. Jednakże, drogi czytelniku – ba! – drogi badaczu, obyś w takim stylu prace naukowe pisał! Toż książkę Shore momentami czyta się jak świetnie skrojony dramat, więcej tam bowiem beletrystyki niż naukowości. Napisana w “typowym” dla amerykanów stylu dokumentalnym, notuje z  niezwykłą dokładnością wydarzenia z życia bohaterów, obserwuje nie tylko ich życie literackie, oficjalne. W równym stopniu Shore interesuje to, co pod spodem – intymność, wzajemne relacje, czyli wszystko to, co “wystaje” zza wierszy i tekstów protagonistów książki. A główne postaci książki są, co tu dużo mówić, dla polskiej literatury legendarne -  Tuwim, Lechoń, Wat, Jasieński, Stande. Ważne i znaczące nazwiska możemy, dzięki wspaniałej pracy autorki, umieścić już nie tylko na mapie historycznoliterackiej naszego kraju, ale także w przestrzeni życia społecznego, bardzo często intymnego. I to właśnie, o czym za chwilę, ma podwójne znaczenie.

Styl, jak już napisałem, godny jest pozazdroszczenia, a co z treścią? Nawał informacji, źródeł i spojrzeń na jedną tylko sytuację lub postać w danym momencie książki może przysparzać początkowy o lekki zawrót głowy, bo nie ogranicza się Shore tylko do lat narodzin marksizmu, posuwa się dalej, porusza kwestie ważne – syjonizm, patriotyzm, polskość i europejskość. Autorka postawiła sobie jednak za cel nie porządkować na siłę tego, czego porządkować się nie da, nie schematyzować chaosu – i właśnie to dążenie jest bardzo w owym wydawnictwie widoczne. Różne spojrzenia, urwane zdania z pamiętników na temat poszczególnych bohaterów, miejsc, zdarzeń i okresów pozwalają na o wiele szersze niż dotychczas spojrzenie na tamte czasy, tamte realia. Czytając o “Ziemiańskiej” nie miałem wrażenia obserwowania legendarnej kawiarni, miałem wrażenie BYCIA w niej. To ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę bogactwo informacji, których przyswojenie staje się czystą przyjemnością.

Wracając do kwestii bohaterów książki – poznajemy ich od lat najwcześniejszego ich zainteresowania literaturą. To ważne, gdyż – jak już wcześniej nadmieniłem – nadaje tej książce podwójnego wydźwięku. Z jednej strony, mamy tutaj demitologizację i oswojenie marksizmu – nie jako wywrotowej koncepcji, która w konsekwencjach ma uzależnić Polskę od Rosji, ale jako kosmopolityczny, rewolucyjny światopogląd, tak bardzo kuszący młodych, pragnących zmian i dynamiki literatów. Z drugiej – demitologizacji ulegają także sami bohaterowie. Tu nie mamy do czynienia z wielkim Tuwimem, tylko z przystojnym, acz często speszonym młodzieńcem, a Ważyk jest “brzydki twarzyk”. To pomaga. Pomaga zrozumieć, że tam, wtedy, kiedy losy Polski ważyły się, lub zaczynały się ważyć, rozprawiali i decydowali o tym ludzie – zwykli, z przywarami, acz niesamowicie uzdolnieni i ambitni.

Warto tę książkę mieć i warto ją przeczytać. Ja jestem w trakcie drugiej już lektury i znów czuję, jakbym siedział w “Ziemiańskiej”, słuchał anegdot z życia Skamandrytów, widział błyskawiczny rozwój i równie szybki upadek futurystów. Dzięki temu właśnie poezję XX-lecia czytam teraz inaczej, bardziej ją czuję i rozumiem. I tylko trochę żal, że taka książka wychodzi spod ręki kogoś, kto przecież nie jest Polakiem, że na własnym podwórku liczyć możemy tylko na suche wynotowywanie faktów, lub demonizowanie historii zabarwionych czerwonym kolorem.

Informacje o rubens

Proud to be myself
Ten wpis został opublikowany w kategorii Libris. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s